|
Nawet pięć nowych stacji i 25 kolejnych rowerów, ale także rajdy dla młodzieży szkolnej, a może nawet firmowe imprezy integracyjne na rowerze. Pierwszy pełny sezon roweru miejskiego w Rzeszowie zakończony, a właściciele RoweResu podsumowują straty i planują kolejny rok.
Dzięki ciepłej i długiej jesieni pierwszy sezon roweru miejskiego trwał wyjątkowo długo. Dopiero od tygodnia stacje są puste, a firma, która zwiozła już rowery do magazynu, podsumowuje straty. Jak się okazuje - wcale niemałe. - Nie wygląda to strasznie źle. Mówię tak, bo już się oswoiłam ze zniszczeniami. Ale gdyby zadzwoniła pani do mnie tydzień temu rozmawiałaby pani z osobą zrozpaczoną - mówi Małgorzata Mac z firmy RoweRes.
Co najmniej 40 proc. rowerów ze 120, którymi dysponuje firma, wymaga gruntownego remontu, brakuje podstawowych elementów: siodełek, dzwonków, co najmniej 20 koszy jest do wymiany, pokrzywione są rafki. - W pierwszej chwili, gdy zobaczyłam, jak są zniszczone pomyślałam, żeby je wystawić na sprzedaż i kupić nowe. Ale nie mogę sobie na to pozwolić, bo są zbyt charakterystyczne - tłumaczy Małgorzata Mac.
Dziewięć rowerów w ogóle nie wróciło do bazy. Ale właściciele firmy liczą, że co najmniej dwa z nich jeszcze się odnajdą. - Od jednego z klientów mam sygnał, gdzie mogą być. Muszę to sprawdzić - mówi Małgorzata Mac. Jak to możliwe, że rowery, które można odpiąć tylko przy użyciu karty magnetycznej, identyfikującej użytkownika, nie wracały do bazy? Nie wszyscy klienci wypożyczali je zgodnie z przyjętymi zasadami. Niektórzy po prostu brutalnie ukręcali śrubę, którą były przymocowane. Rowery ginęły przede wszystkim na dwóch stacjach: Podwisłoczu i przy Sikorskiego. - Kiedyś myślałam, że Baranówka jest najmniej bezpieczną dzielnicą w mieście. A w przypadku naszej wypożyczalni wcale się to nie potwierdziło. Największe zniszczenia mieliśmy przy Sikorskiego. Skradziono nam tam ponad 20 siodełek, w sezonie uzupełnialiśmy je o nowe, a i tak przez cały sezon ta stacja generowała największe straty - mówi Małgorzata Mac i dodaje: - Z tym też się trochę liczyliśmy, ale mam nadzieję, że z czasem społeczeństwo przekona się do takich inicjatyw i zacznie szanować, nawet to co nie jest prywatną własnością. W czasie sezonu miałam wiele takich sygnałów, że dzwonił ktoś kto zobaczył zniszczony czy porzucony nasz rower i informował nas o tym. A to oznacza, że nie jesteśmy zobojętniali. Mimo strat firma ani myśli o zwijaniu biznesu, wręcz przeciwnie. W przyszłym roku w Rzeszowie planuje wybudować nawet pięć kolejnych stacji (jedna na pewno stanie przy dworcu, inne na nowych osiedlach), na każdej stanie po pięć nowych rowerów. RoweRes rozmawia także z miastem, by w planach zagospodarowania nowych terenów od razu planować miejsce na stację rowerową. Znacznie ułatwiłoby to firmie lokowanie kolejnych baz. - Nasza branża to misja, bo gdy dorosły siada na rower to daje przykład dzieciom. Latem do naszej oferty wprowadziliśmy przyczepki, by rodzic, jak najwięcej czasu mógł spędzać z dzieckiem. Jeśli będziemy dawać taki przykład za kilka-kilkanaście lat młodzież się przesiądzie na rower i nie chodzi tylko o rowery RoweResu. Chodzi o to, by jak najwięcej osób poruszało się na rowerach, bo to ma same plusy, zwłaszcza, że młodzież tak mało się rusza. Jeśli będziemy to promować, to na pewno taką kulturę wprowadzimy - uważa Małgorzata Mac. I zapowiada, że w przyszłym roku w ofercie RoweResu będą także np. rajdy dla szkół, podczas których wszyscy będą mieli równe szanse, bo będą jeździć na jednakowych rowerach, czy imprezy firmowe. - Po co robić imprezę w knajpie, skoro można zorganizować wycieczkę rowerową i zakończyć ją grillem - podpowiada Małgorzata Mac.
Źródło: gazeta Rzeszów |